Wszystkie media, „publiczne” i prywatne są polityczne. Za wszystkimi stoi właściciel, dysponent o jakichś politycznych przekonaniach i światopoglądzie, który tak dobiera pracowników i układa program, by swe poglądy przedstawić i narzucić widzom i słuchaczom. To logiczne i oczywiste.

W systemie przedstawicielskim wyborcy od wskazanej przez siebie władzy oczekują wykonania wyborczych obietnic, a władza o postępach i przeszkodach w ich realizacji MUSI jakoś wyborców/społeczeństwo informować. Nie robi tego listami poleconymi, ani plakatami czy obwieszczeniami, nie wykrzykuje na rynku, nie korzysta z cudzego pośrednictwa „przez grzeczność”.

Władza MUSI w tym celu dysponować własnym, niezależnym kanałem informacyjnym.

Wybrana grupa polityczna ma więc prawo, a nawet musi mieć dostęp do dysponowania takim narodowym, publicznym środkiem, by po prostu móc skutecznie działać oraz, by obywatelskie prawo do niezniekształconej oficjalnej informacji było realizowane. To oczywisty wymóg rządzenia z wyborczego mandatu społecznego: niezniekształcony przepływ informacji od władzy i do władzy.

Wybrana władza ma obowiązek nie tylko informować o stanie państwa i jego ew. problemach, ale też musi prowadzić stałą politykę propaństwową, narodową w obszarze edukacji, zdrowia, kultury, bezpieczeństwa itd. Musi prowadzić umacniającą państwo politykę historyczną, umacniać wartości narodowe i w tym kierunku oddziaływać na polskich, ale i zagranicznych widzów i słuchaczy.

Także dla prowadzenia takiej polityki państwowej, władza mająca społeczny mandat wyborczy MUSI dysponować odpowiednimi, koniecznymi narzędziami jej realizacji.

Oba wymienione obszary leżą w zakresie konstytucyjnych obowiązków władz, które dla ich wykonywania muszą dysponować mediami publicznymi, na które - jako obdarzeni mandatem wyborców - muszą mieć wpływ, i to wpływ bezpośredni. Bez hipokryzji. Media publiczne są własnością wspólną, narodową, „przechodnią”, bez możliwości ich prywatyzowania (co chciała przeforsować PO i postkomuniści), i co należałoby zagwarantować nawet w konstytucji.

Logicznie więc, media publiczne są/muszą być z natury swej polityczne i żądanie ich „apolityczności” oznacza niezrozumienie logiki funkcjonowania demokracji wymagającej dla przejrzystości swego działania koniecznych i realnych narzędzi sprawowania władzy i jej sprawozdawania obywatelom.

Hasło więc i żądanie „apolityczności” mediów publicznych do dysponowania którymi ma prawo każda kolejna legalna władza, jest szkodliwym wyidealizowanym mitem, utrudniającym rządzenie państwem, zwłaszcza w czasie zagrożeń.

Media publiczne z istoty swej muszą być, i w praktyce i tak są, polityczne, co NIE znaczy, że mogą być nierzetelne, i że miałyby przekształcić się w rządową, propagandową tubę. Zagwarantowanie rzetelności przekazu wymagałoby odpowiednich regulacji. Poza tym, poza sejmową opozycją, w społecznych realiach funkcjonują inne jeszcze środowiska polityczne i społeczne, które też winny mieć dostęp do narodowego, publicznego komunikatora. Być może w formie swych „okienek” dla bezpośredniego przekazu. To wszystko należałoby kompromisowo uregulować.

Dla „higieny” władzy, nie tylko aktualnej, być może należałoby wyodrębnić w publicznych mediach grupę dziennikarzy śledczych szczególnie chronionych, którzy zajmowaliby się w publicznym interesie społecznymi i politycznymi nieprawidłowościami życia publicznego.

Trzeba jednak mocno podkreślić, że media publiczne, a poprawniej - media „rządowe” NIE są, co do zasady, od „kontroli władzy”, bo od „kontroli władzy” i „patrzenia jej na ręce”, jak też „rozliczania” władzy są media PRYWATNE, które w Polsce przez 8 lat rząd lewicowo-lewacko-postkomunistyczny ochraniały medialnie przed społeczną krytyką, fałszując jej dokonania i ukrywając prawdę o jej ekscesach i aferach. Media prywatne atakowały i „kontrolowały” całkiem bezbronną opozycję. Polskie media prywatne nie pełnią ról dla tych mediów właściwych. One po prostu udając „niezależne” zawsze atakują nie „ich” władzę, działają w interesie środowisk lewicy, lewackich, postkomunistycznych i kosmopolitycznych niezależnie czy są one u władzy czy w opozycji. Polskie główne media prywatne są chore.

Media publiczne to media rządowe, i są to jak najbardziej media „polityczne”. Oczekiwanie ich „apolityczności” jest dysfunkcjonalne i nielogiczne. Utrudniałoby, jak dotychczas, sprawowanie społecznego mandatu, utrudniałoby bezpośredni kontakt z wyborcami, ze wszystkimi obywatelami i stronami życia publicznego.”Apolityczność ” mediów to fałsz w mediach i brak odpowiedzialności moralnej za kłamliwe pośrednictwo fikcyjnie „apolitycznych” dziennikarskich przeciwników politycznych. Zasady działania narodowych, publicznych, rządowych mediów muszą być jasne i jednoznaczne, gdyż widzowie i słuchacze na podstawie wiedzy m.in. z publicznych mediów korzystających cały czas z domniemania największej wiarygodności podejmują najważniejsze decyzje o swym państwie.

Myślę, że reformowane właśnie media publiczne winny być analizowane w prawdzie, bez politycznej poprawności i hipokryzji. Mają służyć suwerenowi i wybranym przez niego każdorazowo przedstawicielom do sprawnego rządzenia państwem.